Orientalista czyli Buszmen

     W ubiegłą sobotę, po raz kolejny zorganizowałem zawody, podczas których zawodnicy używali map sprinterskich. Wiadomo (przynajmniej ci doświadczeni powinni wiedzieć), że na takich mapach jest wiele obiektów i terenów oznaczonych jako ZAKAZANE do przejścia – ogrodzenia, murki, rabatki kwiatowe, tereny prywatne, uprawne i niebezpieczne. Wiadomo też, że przed zawodami powinno zapoznać się z Komunikatem technicznym, w którym, dla przypomnienia, dałem wzmiankę o tym, że zakazuje się przeskakiwania murków i ogrodzeń wykreślonych grubą czarną linią.  I nie chodzi tu mapiarzowi czy budowniczemu trasy o zabieg mający uatrakcyjnić przebiegi! Wykreślenie tych obiektów w taki sposób wynika zazwyczaj z jednego, z wymienionych poniżej czynników:


- bezpieczeństwa zawodników
- ustaleń z właścicielami terenu, po którym się biega
- szacunku do pracy innych ludzi, którzy nierzadko wkładają mnóstwo wysiłku i czasu w pielęgnację kwietników, rabatek, budowę ładnych, niskich, drewnianych ogrodzeń, sadzenie i przycinanie szpalerów drzewek czy żywopłotu czyli po prostu ochrony przed zniszczeniem.

   Przepisy swoje, a nasi śląscy „orientaliści" swoje. Po raz kolejny (poprzednio na MMM-ach) niektórzy, tzn.garstka, którą można policzyć na palcach jednej ręki, próbowali udowodnić światu, że biegacze na orientację to horda ludzi z lasu, którzy za nic mają szacunek, bezpieczeństwo i reguły. Tych kilka osób, które na oczach mieszkańców okolicznych bloków skakało przez wysokie płoty i kwietniki wystawiają cenzurkę całemu naszemu środowisku, a najbardziej organizatorowi. Oni powinni się głęboko zastanowić nad sensem dalszego uprawiania tej dyscypliny (polecam paintball), natomiast pozostałym, którzy w duchu fair-play obiegali wszystko jak należy należą się podziękowania za okazany szacunek, zarówno do przepisów, jak i ludzkiej pracy.


 

PS. Minęło kilka godzin od opublikowania tego postu i w tym czasie dowiedziałem się o trzech kolejnych amatorach skoków przez płot. Smutne to, ale jeden z nich to członek mojego klubu. W każdym razie znowu sami Polacy. Chłopy! Czy Wam nie wstyd? Toż to 10-letnia Julka, która stawiała z mamą ten punkt wiedziała jak się tam dostać. Ale obciach.

PS2. Minął dzień a ja dowiedziałem się kolejnych rewelacji. Niektórzy (jedna kobieta i kilkoro dzieci), którzy nie dali rady przeskoczyć płotu, podawali karty do podbicia przez ogrodzenie innym zawodnikom. Zastanawiam się nad sensem robienia kolejnych zawodów ...

Rafał Mastela